Kim był Abraham z Kratii?
Urodził się około 474 roku i jako młody człowiek wstąpił do klasztoru w Emesie, dzisiejszym Homs w Syrii. Nie miał jeszcze osiemnastu lat, gdy najazd koczowników rozproszył wspólnotę i zmusił mnichów do ucieczki.
Abraham udał się do Konstantynopola, gdzie powierzono mu zarządzanie majątkiem jednego z tamtejszych klasztorów — obowiązek ten wymagał zmysłu do księgowości i umiejętności radzenia sobie z ludźmi świeckimi, czyli właśnie tego, od czego mnisi zazwyczaj uciekali, wstępując do życia monastycznego.
W wieku około dwudziestu sześciu lat został opatem klasztoru w Kratii, mieście w Bitynii, na terenie dzisiejszej północno-zachodniej Turcji.
Emesa, gdzie rozpoczął swoją drogę, była wówczas jednym z ważnych ośrodków chrześcijańskiego Wschodu, otoczonym pasem klasztorów i pustelni. Życie monastyczne w Syrii miało swój surowy charakter – bardziej indywidualny niż w Egipcie, z silnym naciskiem na ciszę i post. To właśnie w tej szkole Abraham stawiał pierwsze kroki, zanim wojna wyrzuciła go w świat.
Dlaczego próbował uciec od pełnienia funkcji kościelnych?
Po około dziesięciu latach kierowania klasztorem Abraham wyruszył do Palestyny, szukając ciszy i życia w odosobnieniu. Nie było to jednak mu pisane — sprowadzono go z powrotem.
Zamiast powrócić do opactwa, mianowano go biskupem Kratii. W ówczesnym Kościele wschodnim nie było to niczym niezwykłym: doświadczonych opatów chętnie mianowano na czele diecezji, a odmowa rzadko była skuteczna.
Źródła nie zachowały szczegółów dotyczących jego biskupstwa. Zapamiętano jednak, że przez cały ten czas nigdy nie porzucił monastycznego stylu życia i traktował biskupstwo jako obowiązek, a nie awans.
Warto przypomnieć sobie, jak w tamtych czasach wyglądała posługa biskupia w małym prowincjonalnym miasteczku. Biskup rozstrzygał spory między mieszkańcami, zarządzał majątkiem kościelnym, odpowiadał za opiekę nad ubogimi i reprezentował miasto przed władzami cesarskimi. Dla człowieka poszukującego samotności był to obowiązek całkowicie sprzeczny z jego pragnieniami.
Co robił po odejściu ze stanowiska?
Po trzynastu latach pełnienia posługi biskupiej — około roku 525 — Abraham zrezygnował ze stanowiska i powrócił do Palestyny. Tym razem pozwolono mu tam pozostać.
Osiedlił się w pobliżu klasztoru znanego jako Wieża Eudokii, w okolicach Jerozolimy, i tam prowadził życie pustelnika aż do śmierci około roku 558. Miał wówczas ponad osiemdziesiąt lat, a niemal całe swoje dorosłe życie spędził w klasztorach.
Jego historia jest niezwykła, ponieważ kończy się dokładnie tam, gdzie jej bohater chciał, by się rozpoczęła. Trzydzieści lat sprawowania władzy — najpierw nad wspólnotą, a następnie nad diecezją — okazało się dla niego okrężną drogą do celu, który wyznaczył sobie jako młody mnich.
Wieża Eudokii, gdzie się osiedlił, wiązała się z pamięcią o cesarzowej Eudokii, patronce wielu budowli w Palestynie w V wieku. Okolice Jerozolimy były wówczas gęsto usiane lawrami i pustelniami, a nowoprzybyli z Azji Mniejszej i Syrii stanowili znaczną część tamtejszych mnichów.
Jak wygląda jego sekta?
Dzień pamięci Abrahama z Kratii przypada 6 grudnia. Ponieważ tego dnia Kościół czci przede wszystkim św. Mikołaja z Myry, jego pamięć pozostaje w cieniu i w praktyce ogranicza się do rejestrów hagiograficznych oraz kalendarzy klasztornych.
Jest znany zarówno w tradycji wschodniej, jak i w łacińskich zbiorach żywotów świętych, do których trafił między innymi dzięki dziełu Butlera „Żywoty świętych”. W piśmiennictwie polskim pojawia się rzadko.
Nie przypisuje mu się żadnych patronatów ani szczególnych intencji. Jego imię – Abraham – jest jednak czasami mylone z imionami innych świętych noszących to imię w tym samym stuleciu, zwłaszcza Abrahama z Clermont, którego wspomnienie przypada 15 czerwca.
Dla czytelnika, który trafił tutaj z wyszukiwarki, najbardziej wymowna może być właśnie rozbieżność między jego planami a biografią. Abraham nie jest świętym znanym ze spektakularnych czynów; jego historia to opowieść o człowieku, któremu przez trzydzieści lat nie pozwalano robić tego, co uważał za swoje powołanie – a który mimo to nie zmarnował tego czasu.